Mizantropię mam we krwi.

Urodziłam się naturalnie wyposażona w spory zasób mizantropii we krwi. Teraz, jako osobie dorosłej jest mi z tym dobrze, nauczyłam się z tym żyć, mimo tego że z głównym alergenem- to znaczy z ludźmi- mam do czynienia przez cały czas.

U podstaw mojej niechęci do ludzi nie leży jakiś szczególny uraz, pojedyncze zdarzenie lub cały szereg niefortunnych zajść. Nikt mnie nie skrzywdził. Po prostu nie lubię ludzi, bo widzę jak marnują siebie i całą ziemię w pogoni za zaspokojeniem najniższych instynktów. Uważam, że bycie człowiekiem to coś więcej niźli odpokutowanie szkoły, praca, rodzenie dzieci i zapewnianie sobie przetrwania, po najkrótszej linii oporu. Bycie człowiekiem, to nie jest również powierzchowne powielanie modnych idei, trendów myślowych lub religijnych tylko po to, żeby pozornie wznieść się ponad „intelektualny plebs”. To, że nagle przeczytasz coś od Tokarczuk, Nietzschego, zapiszesz się do niszowej organizacji i pójdziesz do modnej kafejki dla znudzonych pseudo intelektualistów nie wznosi cię poziom wyżej od brzuchatego Bolka, dla którego sensem życia jest piwo na promocji i kiełbasa z grilla.

Ekofanatyk jest tym samym co bezwględny biznesmen wylewający hektolitry chemikaliów do pobliskich rzek i jezior- jedyne czym się różnią, to ukierunkowaniem swoich myśli i swojej energii.

Iwonki, Gosie, Elki, Staszki, Marcinki, Adasie, Michasie, Jolasie, Głuptasie nie potrafią żyć samodzielnie bez tzw.odnośnika, czyli drugiego człowieka który jest w czymś gorszy, słabszy lub przeciwnie ma wszystko to, czego im brakuje. Zawsze musi towarzyszyć im odnośnik-motywator, żeby być jak… lub nie być jak on. Nawet jeżeli nie mają bladego pojęcia o jego istocie, to chętnie przeniosą na niego wszystko to, co wytworzy ego. Marnują swoją energię, a nieraz i całe życie, na walkę z wymyślonym problemem. I tak przecieka przez palce całe życie, milionom, miliardom ludzi, którzy dostali czas na ziemi, żeby jak najlepiej go spożytkować. No i korzystają, hołubiąc swoje słabości, realizując człowieczeństwo na absolutnym minimum z gargantuicznym apetytem na przyjemności.

A ja mówię:

Zajmij się sobą.

Konstruktywnie- nie powierzchownie.

Z zainteresowaniem- nie z chorymi ambicjami.

Z radością- nie z przymusem.

Autentycznie-nie na pokaz.

Duchem- nie ciałem.

Dla siebie- nie dla innych.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s