Nie chcem, ale muszem!

Znowu okołocovidowa czkawka. W ubiegłym tygodniu mama otrzymała telefon z zaproszeniem na szczepienie do miejscowości oddalonej o 130 km, stwierdziła jednak, że to jej nie odpowiada, więc zaczeka na swoją kolej w miejscu zamieszkania. Fanatyk szczepień już by się rozsierdził, że JAK JEST SZCZEPIONKA TO TRZA JECHAĆ! BO TO KWESTIA BEZPIECZEŃSTWA! Rzeczywiście? Czy to takie super bezpieczne, żeby starsza osoba tułała się autobusami, pociągami lub autami z ludźmi, którzy w trakcie tej niekrótkiej wyprawy mogą ją zarazić? Druga sprawa to kondycja w jakiej dany człowiek podchodzi do szczepienia, a powinien być w jak najlepszym samopoczuciu, aby wszystko się przyjęło jak należy. Zatem wyobraźcie sobie starszego człowieka, z chorobą lokomocyjną, który zestresowany, wymęczony i głodny- nic nie zjadł, bo wie, że po drodze mogą być sensacje- otrzymuje szczepionkę, po której może się zdarzyć wszystko.

Sama na własnej skórze przeżyłam sytuację, w której przez zaniedbanie lekarza została mi podana szczepionka (bodajże przeciwko gruźlicy), mimo tego, że zaczynała się u mnie infekcja i byłam osłabiona, to, co działo się ze mną potem było straszne i negatywnie wpłynęło na moje zdrowie. Skutki zdrowotne tego zdarzenia ponoszę do dziś. Żeby nie było, nie jestem antyszczepionkowcem, ale chciałabym aby ludzie odpowiedzialni za organizowanie szczepień więcej myśleli. Nie jesteśmy w końcu bydłem do znakowania, które można ustawić w rządku. Nie każdy senior jest zmotoryzowany, aby samodzielnie dojechać do bardzo oddalonego punktu szczepień, nie każdy dobrze znosi takie tułaczki.

Mam nadzieję, że z czasem usprawni się organizacja szczepień, aby każdy mógł z nich skorzystać w miejscowości, w której mieszka. Jakoś do wypicia płynu Lugola podobno nie trzeba było wyjeżdżać cholera wie gdzie? I dało się? Dało się.

A tak z innej beczki, to mieszkam na śląsku, gdzieś tam wśród czerni na aktualnej mapie zakażeń. I jest źle, nie ma miejsc w szpitalach, kilka razy dziennie słyszę jak przelatują helikoptery Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z Krakowa, bo wszystkie „nasze” karetki są zajęte. I z tego miejsca chciałabym podziękować idiotom, którzy przez ostatnie tygodnie, gdy były nieco poluzowane restrykcje, ciągnęli tłumnie w moje strony, żeby kłębić się w kupie, kaszląc, kichając, łażąc bez maseczek, bo przecież w górach nie trzeba ich mieć. Nie sądzę, aby powietrze u nas było tak zdrowe, żeby zabijało wszystkie drobnoustroje jakie wydycha człowiek. Jesteś niedotleniony przez maseczkę? To w takim razie jak niedotleniony chirurg w szpitalu jest w stanie operować, często nawet przez kilka godzin?

Nie mam wątpliwości, co do tego, że ten paskudny wirus istnieje, jednak mam wątpliwości co do organizacji zwalczania tego dziadostwa.Trzeba przyznać, że Polacy są wyjątkowo kiepscy (nomen-omen) w organizacji czegokolwiek, za to próbują nadrabiać kombinowaniem. Jednak w tym przypadku to nie pomoże. Może by się obyło bez wielu restrykcji, gdybyśmy byli odpowiedzialnym i zdyscyplinowanym narodem, a nie jesteśmy. Może gdyby nasi rządzący nie byli bandą ……. ******* ……… i innych synów, to też byśmy teraz byli w zupełnie innym punkcie. Może by się obyło nawet bez znienawidzonych maseczek, gdyby po prostu ludzie potrafili zachować dystans, gdyby niejeden chory wyleżał choróbsko w domu zamiast topić je w wódce wśród znajomych. Może gdyby media nie szerzyły strachu. Może, może, może. Teraz już odpłynęliśmy za daleko od brzegu na tym morzu gówna.

Jeszcze rok temu sama dość sceptycznie podchodziłam do wirusowej szopki, ale dopiero własne przeżycia wszystko zweryfikowały. W pewnych przemyśleniach się utwierdziłam, zaś inne wsadziłam między bajki. I tak oto najważniejszą refleksją w tym temacie jest to, że trzeba być ostrożnym, trzeba dbać o siebie, bo Covid-19 bezlitośnie wyciągnie wszystkie zaniedbania- w wymiarze jednostkowym-jako grzechy wobec własnego zdrowia i w wymiarze systemowym jako brak kadry medycznej, sprzętu, dobrej organizacji i pieniędzy. Teraz widać, że Polacy jako naród katolicki, od Covidu rozgrzeszenia nie otrzymają.

AKTUALIZACJA: 4 godziny po opublikowaniu tego wpisu mama dostała SMS o terminie szczepienia na maj, tym razem już w miejscowości, gdzie mieszka. Gratka dla fanów teorii spiskowych- czy to przypadek? To dowód na to, że ONI NAS ŚLEDZO I ONI WSZYSKO WIO! 😀

4 uwagi do wpisu “Nie chcem, ale muszem!

  1. W Wielkiej Brytanii ludzie nigdzie się nie zapisują, tylko po prostu dostają wiadomość (SMS, email, snailmail) od swojego lekarza rodzinnego że tego dnia i o tej godzinie mają pójść do przychodni gdzie są zarejestrowani i tam ich zaszczepią. Ale oczywiście w Polsce trzeba było stworzyć Narodowy system rejestracji i szczepień bo bez niego niedasię.

    Polubione przez 1 osoba

  2. mrcookiemstr

    Lata dawne. Na rynku zadebiutowała szczepionka przeciwko grypie. Z racji, że moje zdrowie było kruche to od razu zaproponowano mi podanie specyfiku. Nie chciałem się zgodzić więc uknuto intrygę. Pewnego wieczoru podczas kąpieli dostałem zastrzyk w ramię. Spirytus, wacik, igła w skórę, palec na tłoczek strzykawki, chwila dyskomfortu i po wszystkim. Myślałem, że się zagotuję jak co to. Efekt był taki, że przez kolejny kwartał przebyłem wszelkie choroby sezonowe.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Znam pewną rodzinę, w której przez lata wszyscy szczepili się przeciwko grypie, bo zapewniał im to zakład pracy (kopalnia). I co sezon wszyscy paskudnie chorowali, przestali się szczepić, za to dziś męczą się z powodu alergii. Przypadek?😉

      Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na Agata Masternak Anuluj pisanie odpowiedzi

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s