Wątpliwy urok firmowych imprez

Już /dopiero jestem w stanie coś napisać i nie dlatego, że zapiłam ze wspomnianego wyżej powodu, ale ze względu na trapiącą mnie gorączkę. Moje 39 stopni Celsjusza, to efekt przemarznięcia, niemożności odkażenia się alkoholem oraz przede wszystkim stresu, który przeżyłam.

Nie znoszę imprez firmowych, na które zabiera mnie Z., ta ostatnia była największą porażką ze wszystkich, na których byłam do tej pory. Jeszcze nie spotkałam się z tym, żeby ludzie już o godzinie 18 tarzali się pod stołami na skutek wlania w siebie wina, piwa i wódki jednocześnie. Nie rozumiem jak dorosły i sprawny (?) umysłowo człowiek może tak się zeszmacić. Nie będę udawać świętej, bo też w życiu zdarzyło mi się popić, ale nigdy tak żeby zrobić z siebie idiotkę bez hamulców. Uważam, że miarą dojrzałości człowieka jest umiejętność stawiania granic, zarówno w kontaktach z innymi, jak i w stosunku do własnych popędów. I właśnie ostatni weekend uświadomił mi, że chyba za wysoko stawiam poprzeczkę…

Jak na introwertyczkę potrafię całkiem dobrze radzić sobie w towarzystwie i lubię kontakty z ludźmi, ale do pewnego momentu. Potem potrzebuję resetu, czasu dla siebie, żeby zmyć z siebie emocje i myśli nie należące do mnie. Myślałam, że pobawimy się kulturalnie i wrócimy do hotelu. Nic bardziej mylnego, mój luby wpadł w szał zabawy i ani myślał o powrocie. Skończyło się tym, że on zabawiał prezesa i jego rodzinkę, a ja marzłam w samotności czekając aż on się wyszaleje ( osoby, z którymi rozmawiałam wykruszyły się już ok 19). Skostniałam, a w poniedziałek już miałam 39 na liczniku i tak przez trzy dni z rzędu.

Niby takie imprezy mają na celu integrację pracowników i ich rodzin, zaś szefostwo może się przyjrzeć kontaktom interpersonalnym w firmie, ale na dobrą sprawę wygląda to tak, że pracownicy żrą i chleją bez opamiętania, bo to jest za darmoszkę, a prezesi zacierają ręce, że plebs ich pochwali za taki gest. Wbrew pozorom, na takich spędach, trzeba uważać na siebie bardziej, niż przy wykonywaniu obowiązków służbowych. Z. przeżywa, że prezes pozwolił mówić do siebie na ty, co było nie do pomyślenia w jego poprzednim miejscu pracy. Szczerze mówiąc, nie jestem fanką takich korporozwiazań, bo wiem z czym to się je i że takie spoufalanie się, to pierwszy krok do zacierania granic i nadużywania zaufania. W moim krótkim korpo epizodzie też jako młoda dziewczyna radowałam się, że do pani prezes mogę mówić Gabi, jednak po pewnym czasie okazało się, że jestem uwikłana w toksyczne relacje i trudniej było reagować na przkręty Gabi. Mój obecny szef, również dążył do takiego spoufalania się, ale żaden z pracowników się na to nie zgodził i pozostaliśmy na pan/pani. Jak to stwierdziła moja koleżanka opierdol od pana Jana mniej ją ruszy niż od Janka, i coś w tym jest.

Nie lubię takich spotkań też dlatego, że to jedyne momenty kiedy odczuwam niesamowitą samotność i choć 5 dni w tygodniu spędzam sama, to czuję się z tym dobrze, gorzej gdy jestem między ludźmi i chociaż bardzo się staram, to nie znajduję towarzyszy do sensownych rozmów. W sobotę na chwilę towarzyszyły mi żony od kolegów Z. i słuchałam tylko o dzieciach, o problemach rodzinnych i paznokciach. Słuchałam ich ze sztucznym uśmiechem na ustach, żeby się im wydawało, że rozumiem, że jestem miła i fajna. Potem czułam obrzydzenie do samej siebie, że oszukuję siebie i innych.

Było minęło i mam nadzieję, że już nie wróci. Ja tylko chcę odzyskać siły i ruszyć w swoją drogę.

Foto słabej jakości, wykonane w Skansenie w Ochabach.

6 uwag do wpisu “Wątpliwy urok firmowych imprez

  1. Imprezy firmowe. Imby. Posiadówki. Najeby. – Nazw jest wiele, ale żadne z nich nie ma nic wspólnego z pojęciem prawdziwej integracji. Ależ ja ich nienawidzę! Niestety jakoś tak się utarło, że po prostu wypada tam chodzić. Najgorsze jest to, że po takiej dawce hałasu, muzyki, krzyków, muszę kilka dni odchorować. I nie, nie mam tu na myśli kaca, ale detoks w ciszy i spokoju!
    Bardzo ciekawy tekst 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Też nie przepadam za tymi imprezami- u nas najczęściej to złoty środek na to, że szef za mało płaci pensji, więc jako rekompensatę walnie jedną imprezkę z pizzą, żeby się biedaki cieszyły. Wolałabym dzień wolny zamiast przymusowej integracji.

    Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na Agata M-ak Anuluj pisanie odpowiedzi

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s