Do prostego człowieka.

Od kilku tygodni przeżywam znowu jakiś rodzaj grafomańskiego kryzysu. Nie mam ochoty pisać, wydaje mi się, że już „powiedziałam” to, co uważałam, że świat powinien usłyszeć. I chociaż trudno mi wykrzesać chociaż jedno słowo, to przychodzę do Was dzisiaj, by opisać co mną ostatnio wstrząsnęło.

Rozpoczęcie roku szkolnego było pierwszym kubłem zimnej wody na głowę. Gdy przyszłam do szkoły, nie poznałam ponad połowy kadry pedagogicznej. Gros zasłużonych pedagogów odeszło z pracy lub poszło na urlopy zdrowotne, na ich miejsce przyszli nieznani, ubłagani nauczyciele, wskrzeszono też kilku emerytów, by dopiąć grafik. Moja ulubiona pani profesor, polonistka, która jeszcze rok temu mówiła, że chce spokojnie dotrwać 3 lata do emerytury, teraz przyjęła na siebie 1,5 etatu, w tym przygotowanie maturzystów, bo nie ma komu uczyć. Atmosfera w szkole jest o tyle napięta, że mamy w tym roku dużo pierwszych klas, a do tego są one bardzo liczne-ponad 30 osobowe. Za mną są już pierwsze spotkania z pierwszoklasistami ze szkoły branżowej i już wiem, że będzie trudno, bo wkracza kolejny rocznik, który 2 lata żył w zamknięciu. Te dzieciaki zapomniały jak się funkcjonuje w społeczeństwie i to jest przerażające. Widzę apatycznych, bez energii do życia nastolatków, a między nimi pojedynczych dzikusów bez jakichkolwiek skrupułów i zahamowań.

Od znajomych nauczycieli dowiaduję się, że jest ogromny problem z tym, żeby znaleźć dyrektorów szkół, bo do konkursów nikt się nie zgłasza. W jednej z lokalnych szkół podstawowych namówiono emerytowaną nauczycielkę żeby została dyrektorem, bo inaczej mała wiejska szkoła nie mogłaby funkcjonować. Dzięki Ci panie Czarnek.

Dla poprawy nastroju wybrałam się do fryzjera i od progu usłyszałam, że fryzjerka boi się kolejnych miesięcy, bo już teraz dostaje rachunki za prąd opiewające na kwotę 2000 zł. Zaznaczam, że salon fryzjerski do którego chodzę jest niewielki i mieści się w starej kamienicy, gdzie nie wolno nawet założyć klimatyzacji. Zatem letnie rachunki nie były wysokie z powodu używania klimy.

Dwa dni później, kolejna niespodziewajka-zamknięty mój ulubiony osiedlowy warzywniak. Na drzwiach wisiała kartka „Drodzy Klienci, przykro nam poinformować, ale jesteśmy zmuszeni zamknąć Jabłuszko, dziękujemy, że byliście z nami”. Ten malutki sklepik prowadziła młoda kobieta, która gdy nie miała innego wyjścia zabierała ze sobą do pracy swoje dzieci i pamiętam, jak jeszcze w lipcu oglądały na zapleczu bajki, a gdy przychodziłam to stawały za ladą i uczyły się drukować paragony. Ona sama często w zimie marzła, bo grzejnik elektryczny nie dawał rady ogrzać tej małej budki. Ale walczyła, starała się ile mogła.

Dziś przyszedł kolejny gwóźdź do trumny-mój ulubiony aptekarz zamknął swój biznes, który prowadził jeszcze ze swoją sędziwą mamą. Też nie wytrzymał kolejnych podwyżek. Cena za wynajem małego pomieszczenia w starym budynku wzrosła do 6000 zł. To była moja ulubiona apteka, a farmaceuta, który ją prowadził nieraz ratował mieszkańców osiedla, gdy były problemy z dostaniem jakiegokolwiek leku. Mnie uratował na początku pandemii, gdy czekałam prawie tydzień na receptę na leki nasercowe. Leki się skończyły, ja nadal nie dostałam recepty a bardzo ich potrzebowałam. Pan Grzegorz sprzedał mi leki i pozwolił, abym receptę doniosła później, w innych aptekach odsyłali mnie z kwitkiem.

To już przestaje być śmieszne. Można tracić czas na heheszki z władzy i oglądanie memów, ale to nie zmieni rzeczywistości. Nasze wynurzenia w internecie nie zmienią tego, że uczciwie pracujący ludzie tracą na naszych oczach swoje biznesy. Żadna prześmiewcza pisowska składanka nie przywróci do życia setek zamkniętych firm, nie zmniejszy rachunków za prąd a co najważniejsze- w ten sposób nie pogonimy w pizdu tych nieudaczników z rządu.

Myślę teraz o pani z warzywniaka, o Panu Grzegorzu i jego mamie, o nauczycielach, których traktuje się jak najgorsze zło i jest mi przykro, kurewsko przykro, że tacy ludzie przegrywają z celebrytami sprzedającymi własne bąki w słoiku, z politykami, których wiedza i dobroć są równie rozległe jak tereny San Escobar i z dziennikarzami-specjalistami od manipulacji i zastraszania społeczeństwa.

Niech najlepszym podsumowaniem tego co myślę będzie piosenka „First to die” zespołu Haymaker.

13 uwag do wpisu “Do prostego człowieka.

  1. Cholernie przykro się na to wszystko patrzy, a co najgorsze nie ma nadziei, na jakąkolwiek szybką zmianę tego stanu rzeczy. Może będę kontrowersyjny przez to co teraz napiszę, ale jesteśmy dziwnym narodem – ktoś powie, że są atakowane kościoły (choć nie były) – wychodzimy na ulicę; ktoś mówi, że władza nastaje na telewizję – tłumnie przemierzamy stolicę.
    Co, zaś robimy widząc dramatyczną sytuację finansów publicznych, upadek tysięcy biznesów, wszechobecne braki towarów, kilkukrotne podwyżki cen prądu, gazu, węgla?? Nic, może jakoś się uda! Jakoś to będzie!
    Do niczego nie namawiam, każdy ma swój rozum, ale przypomnijmy sobie niedawne obrazki z Pragi, gdzie niezadowolony ze sposobu sprawowania władzy przez tamtejszy rząd Naród okazał swoje niezadowolenie! Właśnie tak! Pozdrawiam!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Masz w pełni rację. Cała sytuacja jest o tyle kuriozalna, że przecież to Polacy zasłynęli z obalenia komunizmu, a teraz nie chcemy przepędzić tej bandy nicponi. Jako naród walczyliśmy o wolność po to, żeby ją sobie później odebrać. Rozumiesz coś z tego?

      Polubienie

  2. Teraz pytanie, czy to da się jeszcze w ogóle naprawić (w sensie, czy da się naprawić za naszego życia, czy kolejne pokolenie będzie „stracone”, żeby kolejne miało normalnie). Z rządem jest jak z takim jednym toksycznym członkiem rodziny. Nikt mu nie może nic powiedzieć „bo to rodzina”, a zatruwa życie całej reszcie.
    Nie wiem, jaka jest sytuacja w szkole, ale ta wzmianka o apatycznych nastolatkach przypomniała mi o mojej licealnej klasie. Mieliśmy w niej córkę dyrektora, syna wicedyrektorki, i dosyć wysoki próg punktowy, żeby się dostać- więc poszły do tej klasy same mózgi i zdolni ludzie. Na lekcjach wychowqwczych, przez trzy lata wychowawczyni błagała nas, żebyśmy zaczęli zgłaszać się do odpowiedzi na jakimkolwiek przedmiocie. A my po prostu jak przemądrzali introwertycy ani myśleliśmy zgłaszać się do odpowiedzi czy wdawać w dyskusje 🤣

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Ja akurat prowadzę zajęcia w szkole branżowej czyli tzw.zawodówce i tu nie ma mowy o zawstydzonych inteligentach a raczej o dzieciakach po przejściach, które chcą jak najszybciej zarabiać na utrzymanie rodziny. Uważam, że jeszcze kilka pokoleń będzie straconych, niestety.😒

      Polubione przez 1 osoba

  3. Rząd został wybrany w demokratycznych wyborach. Kłopot jest taki, że nie chodzi o moje heheszki, bo i mojego głosu ten rząd nie dostaje. Kłopot jest taki, że wielu ignoruje fakt oddawania głosu na PiS przez najbliższą rodzinę. Ach, nie powiem matce, żeby przestała wspierać ten rząd, bo to matka. Ach, nie powiem rodzinie, że straciła rozum, po co robić kwas, chodźmy na wesele. Umc, umc, umc. I tak się toczy. Jeśli jesteśmy przeciwni obecnej władzy, to on jest, bo wybierają ją ludzie, których znamy i do których nie mówimy, że głosowac na PiS to po prostu wstyd.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Nie wiem. Myślę, że można człowiekowi pokazać rzecz od innej strony, od której, możliwe, że nigdy nie patrzył (ale nie przeceniam swojej sprawczości … może to jest tylko sposób na obniżenie własnej frustracji?). Komentarzem zmierzałam do tego, że z wyborami politycznymi jest trochę jak ze śmieceniem, albo złym traktowaniem zwierząt. Jeśli jest źle, bo ktoś tam coś tam zrobił nie tak, to najprościej chyba zacząć od najbliższych, bo na tzw. społeczeństwo szeroko pojęte już kompletnie nie mamy wpływu, a w każdym razie ten wpływ jest mniejszy, niż na osoby, które znamy osobiście.

        Polubienie

    1. Z wyborcami PiS jest tak, że w żaden sposób nie można do nich dotrzeć, ani prośbą,ani groźbą,ani rzeczowymi argumentami. W mojej rodzinie były już próby wpływania na opornych, ale kończyło się to tylko jatką i cichymi tygodniami. Jak to mawia mój mąż- gadaj z dupą to cię osra, niestety tak to wygląda. Dziękuję za komentarz, pozdrawiam.

      Polubienie

      1. Ostatnio mieliśmy wizytę teściowej, która jest pisowa. To była spokojna wizyta. Oczywiście nie przekonaliśmy jej, w sensie, nawet nie poruszaliśmy tematu. Ona też nie poruszała, bo nas zna. Czy to, że nas zna ma w dłuższej perspektywie jakiekolwiek znaczenie? Nie mam pojęcia. Ale nasza relacja z nią jest określona przez to w jaki sposób mąż wcześniej przekazywał jej swoje poglądy na różne tematy. Jego mama zna granice i punkt krytyczny. Przynajmniej tyle. Wiem, że człowiek bywa bezsilny. Pozdrawiam.

        Polubienie

  4. Jest mi strasznie przykro, ze Tobie jest tak przykro, i ze Polakom jest tak ciezko. Czyta sie to okropnie, az mialam lzy w oczach podczas lektury. Cos o zamykaniu biznesow wiem, bo i firma, w ktorej pracuje zamyka sie pod koniec roku. Szef sobie jednak poradzi, a z ta pania z warzywniaka, farmaceuta czy nauczycielami to juz gorzej… 😦

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s