Nie umiem grać w przyjaźń.

Może dla niektórych to, co napiszę będzie dziwne, niezrozumiałe, może głupie. A może komuś włączy się dziwne współczucie?

Nie mam przyjaciół.

I jest mi z tym dobrze.

Z reguły.

Zazwyczaj.

Od dziecka miałam trudności z utrzymywaniem jakichkolwiek relacji koleżeńskich, o przyjacielskich nie wspominając. Pierwsze lata swojego życia zamieszkiwałam w niedużym bloku, gdzie było nawet sporo dzieciaków, ale prawie wszystkie były z patologicznych rodzin i były tak przesiąknięte toksycznymi wpływami rodzin, że przenosiły pewne zachowania na podwórko. I tym sposobem byłam otoczona przez agresywnego Adama, jego zaborczą siostrę Andżelikę, która potrafiła się o mnie pobić z innymi dziewczynami, przez 3 siostry, które miały zagrania jak mafia i lubiły mnie terroryzować, Justynę notorycznie kłamiącą córkę księgowego alkoholika oraz wiecznie płaczącą Monikę, której tata (ksywa Pewex) miał dzieci z 5 innymi kobietami .

Między nimi ja. Wrażliwe chucherko, które widzi więcej, czuje mocniej i nie potrafi się dostosować do otaczającego je świata.

Nie lubiłam bawić się w grupach, więc już to samo w sobie ograniczało moje kontakty z rówieśnikami. Nie umiałam rozgryźć ich zachowań, szczególnie tych dziewczęcych „jak bawisz się z nią, to nie ze mną” fochy o wszystko i o nic.

Z biegiem czasu nauczyłam się walczyć o siebie, gdy była taka potrzeba, nie bałam się uderzyć kogoś albo kopnąć, żeby się obronić. Bawiłam się sama, sama sobie organizowałam czas i coraz mniej ufałam ludziom.

Jak plaster na ranę podziałała na mnie przeprowadzka do domu pod lasem. Bardzo mi pomógł kontakt z przyrodą i to, że wychodząc na podwórko nie musiałam się obawiać, czy Adam zrobi mi wiatrak trzymając mnie głową w dół albo czy Natalia nie zechce mnie szarpać z wiadomych tylko jej przyczyn.

W klasie też nie miałam przyjaciół, miałam dobre (do czasu) koleżanki, kolegów, ale nie było nikogo z kim spędzałabym dużo czasu na wspólnych zabawach czy zainteresowaniach. Nie było nikogo kogo chciałabym wpuścić w swój świat. Nigdy nie miałam potrzeby dzielenia się z kimkolwiek wszystkim co wiem, co czuję, co myślę. Poza tym nie miałam fajowskich zabawek, nie wyjeżdżałam na wakacje, nawet do babci, która by mieszkała kilometr dalej, tak jak to było w przypadku niektórych z moich rówieśników. Zamiast tego chodziłam do lasu na jagody, grzyby, czasami nawet po suche gałęzie. Nie było mi smutno, ani przykro, nie myślałam, że coś tracę, bo sama wybrałam swego rodzaju izolację.

Ani wiek nastoletni, ani wejście w dorosłość nie zmieniły mojego podejścia. Z czasem coraz bardziej zaczęłam sobie uświadamiać to, że chociaż z kimś mogę mieć świetny kontakt, to i tak ta więź jest tylko na chwilę, bo ja nie chcę i nie umiem być na zawsze, na siłę. Uważam, że każda relacja ma swój koniec, łagodny lub burzliwy, zaplanowany lub niechciany, czasami ludzie od dawna rozeszli się myślami, ale nie mają odwagi prawdziwie pójść w swoją stronę i wtedy ich więź trwa w agonii jakiś czas. Trzeba umieć się pogodzić z tymczasowością.

Jeżeli masz przyjaciela, na którego możesz liczyć zawsze i prawdziwie, to się ciesz, bo to jest dar, ale są też tacy ludzie jak ja- outsiderzy, którzy czasami przemkną po czyjejś drodze życia i nie ugoszczą na dłużej i to też jest ok. Ja zazwyczaj jestem tak długo, dopóki wiem, że mogę przekazać drugiemu człowiekowi coś sensownego, dopóki mamy o czym milczeć i o czym rozmawiać.

Kto wie, może kiedyś będę ziarenkiem piasku, które wpadnie w oko wędrowca.

Wędrowiec nad morzem mgły
Wędrowiec nad morzem mgły,

2 uwagi do wpisu “Nie umiem grać w przyjaźń.

  1. W sumie mam podobne podejście do przyjaźni. I nigdy nie udało mi się utrzymać przyjaźni z innymi na dłużej niż parę lat. Prawdopodobnie przez za małe zaangażowanie w relację. Ale w przeciwieństwie do Ciebie, mi ten brak przyjaźni przeszkadza. W sensie- fajnie jest być niezwiązaną z nikim, nie muszę dzwonić, pisać, spotykać się, robię co chcę, kiedy chcę. I to jest wygodne. Ale z drugiej strony brakuje mi trochę jakichś bliższych ludzi. Pojawiają się na jakieś dwa, max trzy lata, i znikają, zastąpieni przez kolejnych.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Mi też czasami kogoś brakuje, bardzo rzadko ale jednak zdarzają się takie momenty. Później do mnie dociera, że ten brak kogoś najczęściej wynika z chwilowego zagubienia i nudy. Poza tym, zawsze sprowadzają mnie na ziemię wspomnienia tego jak zranili mnie ludzie, których kiedyś uważałam za przyjaciół. Trzymaj się ciepło!

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s