Kiedy mniej znaczy więcej?

Unikam jak ognia oglądania telewizji, stacja radiowa której słucham jest dość niszowa, więc nie szerzy nachalnie zamętu. Z Internetu korzystam w bardzo rozsądny i przemyślany sposób, ale… Przychodzą takie momenty, gdy myślę sobie jak szczęśliwy byłby świat gdyby nie wszędobylskie bełkotliwe informacje, wątpliwej jakości specjaliści i propagandowe gwałty na umyśle współczesnego człowieka. I nie piszę tego tylko w kontekście nieszczęsnego koronawirusa, ale przede wszystkim ze względu na wielość i nachalność różnych wiadomości w każdej dziedzinie życia.

Wchodzę na youtube, mam swoje ulubione kanały niezwiązane z modą i urodą, a mimo to jestem torpedowana filmikami na temat makijażu, odchudzania, spektakularnych metamorfoz, chemicznych cudeniek oraz epidemiologii i wirusologii. Co raz wyskakują mi facjaty samych ekspertów/ekspertek, którzy prześcigają się w tym, kto ma monopol na prawdę i rzetelną wiedzę.

Jestem zaskakiwana teoriami spiskowymi, upolitycznianiem każdej możliwej sfery życia, doszukiwaniem się i wyolbrzymianiem problemów. Nagle dowiaduję się jak zrobić makijaż do spania, makijaż niewidoczny, jak ćwiczyć, żeby mieć wychudzony brzuch, co jedzą przez cały dzień weganie, wegetarianie, frutarianie, lidlotarianie i niby mam uwierzyć, że minimum godzinny trening okraszony wcinaniem selera, marchewki i kotletów sojowych powoduje wybuch szczęścia i samo zdrowie. Do tego należy wysłuchać jakiejś trendsweterki żeby mi powiedziała jak mam się ubrać, bo ja sama nie wiem, a ona przecież wie lepiej co jest dla mnie dobre.

I tym oto sposobem powinnam wyjść na ulicę jako współczesna kobieta idealna, z sześciopakiem na brzuchu, ogromnym tyłkiem, równie dużymi ustami. Zaopatrzona w marchewkę i seler do przegryzania między posiłkami. W najmodniejszym musztardowo-fioletowym sweterku z żabotem od Czanel, 15-centymetrowych szpilkach w łososiowe łuski i krokodyle ząbki, torebką KUCI, zegarkiem Bekszterna. Wsiadłabym do najnowszego Bęcleja i odjechałabym 200 metrów do najbliższej siłowni, na której strzeliłabym sobie serię fotek, pośladek lewy, pośladek prawy, a teraz obydwa naraz i oczywiście powachlowałabym sztucznymi rzęsami. Napiszę parę słów do fanów, coś w stylu „dbajcie o lasy amazońskie w Australii, bo przez ocieplenie klimatu wyginęły misie koala na Antarktydzie” albo „idźcie na wybory żebyśmy się mogli spotkać wspólnie nad urną”.

W rzeczywistości jednak wolę to moje mniej niż medialne więcej. Wybieram zwykły dres, zwykłe ćwiczenia, jedzenie, które mi smakuje. Płaski obcas zamiast szpilek, dłuższe spanie kosztem makijażu i smaczny cukierek zamiast kolorowego papierka. Wolę mieć płaski tyłek i wiedzieć, że Ziemia jest okrągła, niż mieć idealnie okrągły zad i wierzyć, że Ziemia jest płaska, bo tak mówią niektórzy mondrzy w Internecie.

I przede wszystkim- im mniej jestem w Sieci, tym więcej jest mnie dla świata.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s